Ferrari to marka, której katalog dzielimy na dwie linie: atmosferyczne V8 z tylnym silnikiem i wielkie V12 z przodu. Wolnossący V8 F136 osiągnął szczyt w 458 Italia i jego ostrzejszej odmianie 458 Speciale (4,5 l, 605 KM przy 9000 obr./min, najwyższy stopień sprężania w drogowym aucie atmosferycznym), zaraz po wcześniejszych 360 Challenge Stradale i F430. Potem przyszła era biturbo: blok F154 w 488 GTB, torowej 488 Pista (3,9 l, 720 KM) i komfortowej California T oraz Portofino. Linię V12 trzymają F12berlinetta, jej usztywniona F12tdf, 812 Superfast i hybrydowy flagowiec SF90 Stradale.
Na japońskich aukcjach USS Tokyo i HAA Kobe Ferrari pojawia się rzadziej niż auta seryjne, ale stabilnie: w danych, które zbieramy, około sześćdziesięciu egzemplarzy tygodniowo, najczęściej z prywatnych kolekcji Tokyo i Osaki oraz z sieci dealera Cornes. Japoński rynek ceni niski przebieg i komplet dokumentów, więc trafiają się tu 360 i F430 w stanie kolekcjonerskim, a okazjonalnie limitowane 458 Speciale i 488 Pista. Większość egzemplarzy ma kierownicę po lewej stronie, jak w specyfikacji europejskiej, bo japońscy nabywcy Ferrari często ją zamawiali.
Co my robimy wyjątkowo dobrze. Inspektor Karasaki sprawdza każde Ferrari osobiście przed aukcją: weryfikuje oryginalność lakieru miernikiem grubości powłoki, kompletność serwisu (przy F136 znamy harmonogram wymiany pasków rozrządu, kosztowny i krytyczny dla wyceny) oraz historię w sieci Ferrari. W arkuszu szukamy zapisu o wymianie silnika lub nadwozia i śladów toru. Gdy auto ma dokumenty Ferrari Classiche, potwierdzamy je przed licytacją, bo podnoszą wartość i ułatwiają późniejszą odsprzedaż. Auta sprowadzane z Japonii są zwykle w lepszym stanie niż europejskie odpowiedniki: mniejszy przebieg, garażowanie i drobiazgowa kultura serwisu.